W ramach wycieczki edukacyjno-krajoznawczej młodzież zwiedziła stolicę Francji oraz spędziła czas w Eurodisneylandzie. Zrealizowaliśmy bogaty program, na który złożyły się: Pola Elizejskie, Łuk Triumfalny, kompleks Les Invalides (z zewnątrz), Muzeum d’Orsay oraz historyczna wyspa Cité z Katedrą Notre Dame, Pałacem Sprawiedliwości i Conciergerie. Podziwialiśmy również panoramę z Placu Trocadero pod Wieżą Eiffla, odbyliśmy rejs po Sekwanie i przeszliśmy przez Dzielnicę Łacińskiej (Sorbona, Panteon). Odwiedziliśmy też Luwr, Muzeum Perfum Fragonarda oraz artystyczny Montmartre z Moulin Rouge i Bazyliką Sacré-Cœur, a finałem był pełen atrakcji dzień w parku rozrywki Eurodisneyland. Intensywne wojaże piesze i metrem oznaczały pokonywanie średnio 20 000 kroków dziennie, co pod koniec wyjazdu wywołało zbiorowy ból nóg, który nie oszczędził nikogo z uczestników ani opiekunów. Jedynym człowiekiem z żelaza, którego stopy zdawały się zupełnie ignorować prawa biologii, był nasz Pan Pilot. Oczywiście, jak na młodzież przystało, pojawiało się drobne marudzenie na zmęczenie, ale miało ono charakter czysto symboliczny i absolutnie nie wpływało na ogólną atmosferę. Grupa wykazała się wzorową dyscypliną i punktualnie stawiała się na zbiórkach, a cały wyjazd urozmaiciło kilka zabawnych wpadek. Jedną z nich była nasza wizyta na wieży Eiffla, gdzie zmęczenie dało o sobie znać w przewrotny sposób: zamiast ustawić się w kolejce do zjazdu na dół, z pełnym przekonaniem i uśmiechem próbowaliśmy wsiąść do windy jadącej na kolejne, jeszcze wyższe piętro. Z kolei deszcz, który złapał nas tylko jeden jedyny raz, okazał się dla nas uśmiechem od losu – ulewa rozpętała się dokładnie w momencie, gdy bezpiecznie siedzieliśmy pod dachem podczas rejsu statkiem po Sekwanie. Kolejne wesołe incydenty miały miejsce w Disneylandzie. Na samym wejściu jeden z uczniów próbował sforsować bramki, idąc na podbój parku rozrywki z...małą piłką, co wywołało niemałą konsternację francuskiej ochrony. Chwilę później wybuchła lekka panika, gdy okazało się, że zniknął bilet wstępu. Po gorączkowych poszukiwaniach w plecakach i kieszeniach prawda wyszła na jaw – „zguba” cały czas leżała w przezroczystym etui telefonu komórkowego. Wisienką na torcie była sytuacja przy samym powrocie, w ferworze zmęczenia i pośpiechu podczas odbioru bagaży na miejscu dzieci pomyliły walizki, przez co do ich właściwej wymiany i powrotu ubrań do właścicieli doszło dopiero w niedzielę. Wycieczkę bez wątpienia uznajemy za niezwykle udaną, pouczającą i pełną śmiechu, który skutecznie leczył nawet najbardziej zmęczone nogi.